W Sieci Prenumerata. Ponad 100 czasopism i gazet. Wypróbuj - nawet 7 dni za darmo!

polka z ksiazkami

Deja Vu_part2

"Deja Vu" - Margaret Green

 

Dzisiejsze pokolenie tego nie zna. Spędzają większość czasu w sieci i są przeraźliwie samotni w rzeczywistym świecie. Kiedy więc sypniesz pomysłami, na początku nieufnie i z kpiną lub wręcz niechęcią, lecz później z coraz większym zainteresowaniem i niekłamaną radością dołączają do ciebie i poznają inne życie.Zamyśliłem się wspominając takie prześmieszne zabawy, w których rej wodził, a jakże !mój brat: Tom. Od zawsze był rozrabiaką, utrapieniem rodziców i sąsiadów. Jednocześnie , co wydaje się niemożliwe , był przez wszystkich lubiany. I był oczywiście oczkiem w głowie mamy. Ja z kolei byłem ulubieńcem taty. Pamiętam zapach naszego domu, przydeptane kapcie w przedpokoju i serwetki na stołach. Pamiętam także – tego nie da się zapomnieć podrapane kolana polewane spirytusem i jeden wybity ząb. Pewnego dnia to wszystko zniknęło. Nasz dom, nasza rodzina, nasze szczęśliwe dzieciństwo, wszystko nagle się skończyło. Ciepłe ramiona mamy i łobuzerski uśmiech ojca stały się odległym wspomnieniem. Pozostaliśmy tylko my dwaj, samotni, jakby wyrzuceni na bezludną wyspę.

Rodzice zginęli w wypadku, wjechali prosto pod rozpędzony pociąg. Prawdopodobnie zawiodły hamulce. Nie mieli żadnych szans. Do szkoły przyjechali po nas policjanci. Później przyjechali dziadkowie. Od tego dnia nasz świat się zmienił. W ciągu jednej chwili wydorośleliśmy. Tym bardziej trzymaliśmy się blisko siebie, podświadomie bojąc się utraty tej najbliższej osoby.
Nowa szkoła, inni koledzy, ba! Inne miasto. Wszystko się zmieniło. Tylko my pozostaliśmy tacy sami. Chętni do zabawy, zawsze razem, poszukiwacze przygód i wyzwań. Później nasze drogi się rozeszły. Wybraliśmy różne zawody: ja zostałem bankowcem, Tom gliniarzem. Było to o tyle zrozumiałe, że Tom pasjami lubił rozwiązywać zagadki. Uwielbiał siadywać na kolanach ojca i słuchać przygód Sherlocka Holmesa. Pomyśleć ! Kiedy to było….Gorący strumień słodkiej kawy przyjemnie spływał mi do gardła. W zasadzie piję czarną , gorzką kawę. Tym razem w automacie nie było wyboru , ale nie żałowałem. Gorąca , mocna , słodka kawa to było to czego w tej chwili potrzebowałem. Mój zaspany umysł wchodził na obroty.

Na tablicy ogłoszeń zobaczyłem napis , że samolot mojej bratowej i brata podchodzi do lądowania. Tom ożenił się w wieku 24 lat z prześliczną dziewczyną, stworzoną właśnie dla niego. Poznali się, jak to bywa, zupełnie przypadkowo. Tom wyjechał na szkolenie nad ocean i podczas wieczornego spaceru znalazł bransoletkę z imieniem, grupą krwi i data urodzenia. Ktoś inny na jego miejscu dałby sobie spokój. To mogła być każda dziewczyna i z każdego niemal kraju na ziemi. Ale to on był – Sherlock Holmes w naszej rodzine – więc ruszył na poszukiwania. W bazie policyjnej nic nie znalazł. To było zachęcające. Więc zaczął szukać w Urzędzie Komunikacji, w bazie wydanych praw jazdy. Trafił za pierwszym razem. Chociaż o tym nie wiedział Nie mógł , bo trafił na 50 tysięcy dziewczyn. Ale to go nie zastopowało, wręcz przeciwnie: zmobilizował się i tak długo przeszukiwał różne bazy, aż znalazł swoją przyszłą żonę. Podziwiałem go za upór i pomysłowość. A później zazdrościłem szczęścia i wyboru. Wstałem i ruszyłem do sali przylotów.Po ślubie Tom i Megan wyprowadzili się na Florydę. Ale stale utrzymywaliśmy bliskie kontakty i wiedzieliśmy, że w każdej sytuacji możemy na siebie liczyć.
Mieli miły, mały domek na przedmieściach Miami. Żyło im się spokojnie i szczęśliwie. Jedyną zadrę stanowiła praca Toma. Jego późne powroty do domu spędzały sen z oczu Megan. Jak wszystkie żony glin bała się ,że kiedyś zamiast męża zobaczy jego szefa z poważną miną. Poza tą obawą wszystko układało się idealnie. Dwie śliczne córeczki, wakacje co roku, grono kolegów, stabilizacja finansowa… emerytura. Cieszyłem się ich szczęściem, zwłaszcza, że mieszkaliśmy tak daleko od siebie.
Moje mieszkanie położone jest prawie w samym centrum miasta, jednak budynek stoi przy wąskiej, jednokierunkowej uliczce. Z dwóch stron otacza go park miejski, tak więc jest to punkt, którego można pozazdrościć. Dodatkowy bonus to wielkość mojego mieszkanka: 230 metrów ! Wiem, wiem, to czyste marnotrawstwo, jak dla jednej osoby. Cztery sypialnie, duży pokój dzienny, kuchnia z jadalnią, gabinet, no i oczywiście duża, wygodna łazienka. Okna dwóch sypialni, pokoju dziennego i jadalni wychodzą na park i widok z nich zapiera dech, zwłaszcza wieczorem. Mieszkanie stanowi jedyną rzecz , jakiej zazdroszczą mi znajomi w pracy. Wiem o tym, gdyż dwa miesiące temu udało mi się zupełnie nie zamierzenie podsłuchać rozmowę w biurze. Dowiedziałem się z niej, że jestem przystojny, dowcipny, chyba uczciwy i nieco nudny (o czym nie wiedziałem). Że nie mam dziewczyny (o tym wiedziałem wcześniej), i ze mam zajebiste mieszkanie. Cóż, w rozmowie pominięto mój urok i wdzięk osobisty, figurę lekkoatlety, oszczędności na koncie, trzyletnie ferrari i skłonności do częstego flirtu. Pominięto także fakt, że mam takiego brata. A to już był błąd. Każdy kto widział nas razem wie, że kiedy jestem z nim zmieniam się nie do poznania. Wówczas na plan pierwszy wysuwa się mój dowcip, znika natomiast całkowicie moja nieśmiałość, brana być może za ową „nudność” towarzyską.
Na moment oderwałem się od tych myśli, gdyż nagle coś skojarzyło mi się z porannym telefonem. Myśl uciekła mi jeszcze szybciej niż się pojawiła.- Bezczelny sukinsyn! – mruknąłem pod nosem, mając na myśli bliżej niezidentyfikowanego żartownisia. Pomyślałem, że razem z Tomem przeprowadzę małe dochodzenie. Jak znajdę tego gnojka, odwdzięczę mu się z pewnością. Na pewno pożałuje, że to właśnie mnie wybrał i to do takiego wygłupu.W mojej firmie kawały, to było coś w rodzaju sportu: kto kogo przechytrzy. Kto się da naciąć. Naturalnie potem był to temat do kpin i docinków, które trwały tak długo, jak długo ofiara nie odpłaciła się pięknym za nadobne. Dwóch kumpli zyskało nawet niezbyt miłe, ale bardzo chwytliwe przydomki. Tak więc każdy węszył podstęp w przekazywanych poleceniach, czy z pozoru zwykłym telefonie. Nikt więcej nie miał ochoty na nowe przezwiska. Nieraz bywało śmiesznie, a nieraz delikwent wypadał po prostu żałośnie. Pomyślałem, że takiej żałosnej reakcji spodziewał się dowcipniś od porannego telefonu. A może myślał, że w panicznym strachu zadzwonię po gliny. Albo zrobię z siebie idiotę alarmując szefa. Albo coś w tym guście. Pokręciłem głową. Ktoś zdrowo przegiął. I miałem wielką ochotę dopaść durnia. Ale to może zaczekać. Dzisiejszy dzień jest zbyt piękny, żeby tracić czas na takie rozmyślania.
Odprężyłem się. Spojrzałem na tablicę przylotów. Właśnie lądowali. Nadal wyglądałem przez ogromną szybę. Wiedziałem, że zanim wpadnę w ramiona brata minie skromnie licząc dobra chwila. Widok za oknem zapierał dech. Zawsze stałem przy tym oknie i niezmiennie byłem zafascynowany. Siedem betonowych pasów lotniska ciągnących się po widnokrąg, po przedzielanych zielonymi połaciami trawy. Wielkie halogenowe światła wzdłuż toru podejścia samolotu. Olbrzymie hangary, sprawiające wrażenie kompleksu boisk sportowych i oddalony nieco punkt lotniskowej straży pożarnej. To robi wrażenie. Naprawdę dopiero stojąc tu czujesz ten cały ogrom. Ale samo lotnisko to pestka. Ten kłębiący się, kolorowy tłum. Biegające dzieci i nawołujący ich rodzice. Stosy walizek na podajnikach. Stosy bagażu w wózkach pchanych przez zaaferowanych ludzi. Kioski z prasą, kawiarnie. Wszechobecny, różnojęzyczny gwar. Zapowiedzi przez głośniki, przeplatane łagodną muzyką. Szum klimatyzacji. Wózki akumulatorowe torujące sobie drogę w tym chaosie. Schody ruchome i ogromne palmy. Przekrój wszystkich ras skłębionych w jednym miejscu. No cóż i to jeszcze nic. Dopiero te samoloty: ogromne maszyny i maleńkie prywatne awionetki. Właściwie w każdym zakątku na ziemi i w powietrzu. Lądowanie co trzy minuty, start co dwie . Precyzja, z jaką piloci wykonywali manewry była niezmiennie fascynująca. Niebywałe umiejętności pilotów i wcale nie mniejsze obsługi kontroli lotów zawsze mnie zachwycały i oprócz podziwu zawsze jeszcze budziły we mnie nieokreślony lęk. To jest dla mnie jedna z tych zagadek, których wytłumaczenie nigdy do mnie nie trafiło: jak takim potężnym, wielkim, ciężkim maszynom udaje się oderwać od ziemi i pozostawać w powietrzu kilka lub kilkanaście godzin. Z niejakim trudem oderwałem wzrok od tego roju lądujących i startujących maszyn.Podszedłem bliżej wyjścia chcąc jak najszybciej zobaczyć moją rodzinę. Moja bratowa jest wspaniałą ciepłą kobietą. Cierpliwą i wybaczającą, z lekko uszczypliwym poczuciem humoru, czyli właśnie taką, jakiej potrzebuje mój braciszek. Ma dwie piękne siostry i podczas każdej wizyty usiłuje mnie wyswatać. Dziewczyny są urocze, ale ja ciągle nie wiem, czego chcę. W zasadzie nie wiem której chcę. Obie są uderzająco piękne, to nie podlega dyskusji. Drobne , ale dosyć wysokie, szczupłe, roześmiane i pełne wdzięku. Podobne do Megan, ale ona jest nieco niższa i mniej kruchej budowy. Cóż może i powinienem się zdecydować, ale naprawdę jest trudno. Sytuacji nie poprawia fakt, że Susan i Sherry to bliźniaczki. Wiecie, z tych identycznych. Myślę, że powinienem naprawdę wydorośleć i pomyśleć o założeniu rodziny. Wieczny kawaler ! Nie chciałem, aby ta łatka do mnie przylgnęła, a w tym roku kończę 28 lat. Niby to jeszcze nie dużo, ale czas leci. Jednak, wierzcie mi, wybór jest diabelnie trudny. Właściwie, to więcej niż trudny. Jest wręcz niemożliwy! Siostry Megan to dwie najpiękniejsze niezamężne kobiety, jakie znam. Kiedy nie mogę zasnąć moją ulubioną rozrywką jest wyszukiwanie różnic między nimi. A wierzcie mi, prędzej zasnę w najbardziej bezsenną noc niż zdołam się dopatrzeć choćby jednej.

 

Copyright by Margaret Green - Next 

polka z ksiazkami


e-Prasa dostepna jest w formatach PDF, EPUB, MOBI oraz w wersji onlne, co oznacza, że nasze gazety sa przystosowane na urzadzenia mobilne tj. smartfony, tablety i czytniki ebooków. e-Gazety cechują się atrakcyjną ceną pojedynczych numerów i prenumerat, łatwością archiwizacji i dostepu oraz wygodą czytania.

  

Zobacz więcej w e-Prasa >

Audiobooki to książki czytane przez profesjonalnych lektorów, nagrane w formacie mp3. Książki w wersji audio są idealne do słuchania w czasie podróży w korku lub w drodze do pracy i z pracy.

  

Posłuchaj Więcej w AudioBooki >

e-Booki to elektroniczna wersja papierowej książki, którą można czytać na komputerze, smartphonie, tablecie oraz czytniku. Książki cyfrowe, podobnie jak papierowe mają okładkę, spis treści, rozdziały, ilustrację oraz inne typowe elementy.

 

  

Zobacz więcej w e-Booki >

W Sieci Prenumerata. Ponad 100 czasopism i gazet. Wypróbuj - nawet 7 dni za darmo!

Partnerzy:

Hey YoU !!! Nie przegap ...
Dzisiejszej Okazjii Dnia !
Wiedza
Praktyczna
Księgarnia Legimi
Umożliwia czytanie w chmurze.
Zobacz Promocje
Audiobooki Wyd.Literackiego
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.